Filtry w sklepie internetowym a indeksacja. Jak nie zasypać Google tysiącami adresów?

Smartfon z siatką produktów sklepu internetowego na stole z próbkami tkanin
W tym artykule

W skrócie

  • Każde połączenie filtrów może tworzyć osobny adres URL. W średnim sklepie to łatwo kilkadziesiąt tysięcy stron, z których większość nie ma żadnej wartości dla Google.
  • Problemem nie jest samo istnienie filtrów, tylko to, że robot traci czas na ich przeglądanie, a ważne kategorie i produkty czekają w kolejce.
  • Rozwiązanie to wybór kilku filtrów, które mają realne wyszukiwania, i zrobienie z nich porządnych stron. Resztę trzeba odciąć od indeksu albo od robota.

Filtry to jedna z najbardziej przydatnych rzeczy w sklepie internetowym. Klient zaznacza rozmiar, kolor i cenę, a sklep od razu pokazuje to, czego szuka. Z perspektywy SEO filtry są jednak jednym z najczęstszych źródeł problemów, które widzę przy analizie sklepów. Rzadko kto o nich myśli, bo na pierwszy rzut oka wszystko działa. W tym wpisie wyjaśniam, skąd bierze się problem, jak sprawdzić, czy dotyczy Twojego sklepu, i co z tym zrobić.

Skąd w sklepie biorą się tysiące adresów?

Wiele sklepów zapisuje wybrane filtry w adresie strony. Kategoria „buty damskie” ma jeden adres, ale po zaznaczeniu koloru czarnego dochodzi do niego parametr, po dodaniu rozmiaru 38 kolejny, a po posortowaniu po cenie jeszcze jeden. Każde z tych połączeń to dla Google osobna strona.

Policzmy na prostym przykładzie. Kategoria ma 8 kolorów, 10 rozmiarów, 5 marek i 3 sposoby sortowania. Już same pojedyncze filtry dają kilkadziesiąt adresów, a ich połączenia setki. Przy kilkudziesięciu kategoriach liczba możliwych adresów idzie w dziesiątki tysięcy, choć sklep ma na przykład tylko 2000 produktów.

Do tego dochodzą zmiany kolejności parametrów. Dla człowieka „kolor czarny i rozmiar 38” to to samo co „rozmiar 38 i kolor czarny”. Dla robota to często dwa różne adresy z tą samą treścią.

Dlaczego to problem dla pozycjonowania?

Robot marnuje czas na nieważne strony

Google nie przegląda każdego sklepu bez końca. Każda strona dostaje pewną pulę uwagi, nazywaną budżetem indeksowania. Jeśli robot spędza ją na tysiącach kombinacji filtrów, rzadziej odwiedza kategorie i karty produktów, na których naprawdę Ci zależy. Nowe produkty dłużej czekają na indeksację, a zmiany w opisach dłużej trafiają do wyników.

Powstają duplikaty i strony o niskiej jakości

Strona „buty damskie, czarne, rozmiar 38, sortowanie od najtańszych” ma ten sam opis kategorii co strona główna kategorii i prawie te same produkty. Google widzi wtedy setki bardzo podobnych stron i musi zgadywać, którą pokazać. Czasem wybiera nie tę, którą byś chciał.

Siła strony rozkłada się na zbyt wiele adresów

Linki wewnętrzne prowadzące do filtrów rozpraszają to, co powinno trafiać do kategorii. Zamiast jednej mocnej strony masz wiele słabych wersji tej samej treści.

Jak sprawdzić, czy filtry robią problem w Twoim sklepie?

Nie trzeba do tego specjalistycznych narzędzi. Wystarczy kilka prostych kroków.

  1. W Search Console otwórz raport Strony i sprawdź, ile adresów jest „Zaindeksowanych” w porównaniu z liczbą produktów i kategorii w sklepie. Jeśli zaindeksowanych stron jest kilka razy więcej, warto szukać przyczyny.
  2. W tym samym raporcie przejrzyj powody, dla których strony nie są zaindeksowane. Duża liczba adresów w grupach „Strona zeskanowana, ale obecnie nie zindeksowana” albo „Duplikat, użytkownik nie wybrał strony kanonicznej” to częsty objaw.
  3. Kliknij w przykładowe adresy z tych grup. Jeśli widzisz w nich parametry filtrów, masz odpowiedź.
  4. Wpisz w Google polecenie site: z adresem swojego sklepu i fragmentem parametru filtra, na przykład nazwą parametru koloru. Zobaczysz, czy takie strony są w wynikach.
  5. W raporcie Statystyki indeksowania (w Ustawieniach Search Console) sprawdź, jakie adresy robot odwiedza najczęściej.

Wskazówka

Zanim cokolwiek zablokujesz, zapisz listę adresów z filtrami, które dziś przynoszą ruch. Znajdziesz je w raporcie Skuteczność w Search Console po odfiltrowaniu stron zawierających parametr. To strony, których nie chcesz przypadkiem wyciąć.

Które filtry warto indeksować?

Nie każdy filtr jest zły. Część z nich odpowiada na to, czego ludzie naprawdę szukają. Ktoś wpisuje w Google „czarne botki damskie” albo „sofa narożna szara”, a to dokładnie połączenie kategorii i filtra.

Takie strony warto mieć w indeksie, ale pod warunkiem, że są przygotowane jak pełnoprawne podstrony. To znaczy, że mają:

  1. stały, czytelny adres bez przypadkowych parametrów,
  2. własny tytuł i nagłówek z frazą, na przykład „Czarne botki damskie”,
  3. krótki opis, który nie powtarza opisu całej kategorii,
  4. wystarczającą liczbę produktów, żeby strona miała sens,
  5. linki z kategorii nadrzędnej, żeby robot i klient mogli do niej trafić.

Do wyboru takich filtrów przydaje się analiza fraz. Jeśli połączenie kategorii i cechy ma wyszukiwania w Google, jest kandydatem na osobną stronę. Jeśli nie ma, nie ma powodu, żeby było w indeksie.

Co zrobić z resztą filtrów?

Tu nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich sklepów. Dobór zależy od tego, jak sklep jest zbudowany i ile adresów już trafiło do indeksu. Najczęściej używa się kilku metod.

Tag canonical

Informuje Google, że strona z filtrem jest wersją kategorii i to kategorię należy pokazywać w wynikach. Dobrze sprawdza się przy sortowaniu i filtrach, które nie zmieniają mocno zawartości strony. Trzeba pamiętać, że to tylko wskazówka, a robot nadal może takie adresy odwiedzać.

Meta robots noindex

Mówi wprost, żeby strony nie dodawać do indeksu. Przydaje się, gdy adresy z filtrami już są w Google i trzeba je stamtąd wyprowadzić. Robot musi jednak wejść na stronę, żeby zobaczyć ten znacznik, więc nie oszczędza budżetu indeksowania.

Blokada w pliku robots.txt

Zabrania robotowi wchodzenia na adresy z określonymi parametrami. Najskuteczniej oszczędza budżet indeksowania, ale ma jedną pułapkę. Jeśli zablokujesz adresy, które już są w indeksie, Google nie zobaczy na nich znacznika noindex i mogą tam zostać na długo. Dlatego robots.txt stosuje się zwykle jako ostatni krok, po wyczyszczeniu indeksu.

Filtry bez zmiany adresu

Część sklepów może tak przebudować filtry, żeby te nieważne dla SEO w ogóle nie tworzyły nowych adresów albo nie były dostępne jako zwykłe linki. To najczystsze rozwiązanie, ale wymaga pracy programisty, więc opłaca się głównie przy większych sklepach.

Najczęstsze błędy przy porządkowaniu filtrów

  1. Zablokowanie wszystkich filtrów naraz, także tych, które przynosiły ruch.
  2. Połączenie robots.txt i noindex na tych samych adresach, przez co noindex nigdy nie zostaje odczytany.
  3. Tag canonical wskazujący na stronę, która sama ma noindex albo przekierowanie.
  4. Strony z indeksowanymi filtrami bez własnego tytułu i opisu, które dalej wyglądają jak duplikaty.
  5. Brak kontroli po wdrożeniu. Efekt porządków widać w Search Console po kilku tygodniach i warto go sprawdzić.

Podsumowanie

Filtry są potrzebne klientom, ale bez kontroli potrafią zalać Google tysiącami bezwartościowych adresów. Dobre podejście to wybrać kilka połączeń, które mają realne wyszukiwania, zrobić z nich pełnoprawne strony, a resztę świadomie odciąć od indeksu. Kolejność działań ma tu duże znaczenie, bo źle zaplanowane porządki potrafią na chwilę obniżyć ruch zamiast go podnieść.

Jeśli podejrzewasz, że filtry w Twoim sklepie robią bałagan w indeksie, napisz do mnie. Sprawdzę, jak to wygląda u Ciebie i co warto zrobić w pierwszej kolejności.

Chcesz, żebym spojrzał na Twoją stronę?

Napisz, z czym przychodzisz. Odpowiadam w ciągu 48 godzin.

Napisz do mnie
KF
Autor wpisuKarol Frączek

Specjalista SEO. Pomagam sklepom internetowym i firmom usługowym rosnąć w Google przez technikę, treści i dobrze zaplanowaną strukturę strony.

Przeczytaj też